Amant komiczny



Juljan Łętowski
(Władysław Książek)

AMANT KOMICZNY





Nigdy nie mógł sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy pomyślał, aby zostać aktorem.
Gdy wpadł w rozczulenie, co mu się zresztą dość rzadko zdarzało, wówczas był prawie pewny, że z myślą o karyerze aktorskiej nosił się jeszcze w dzieciństwie, że zamiar ten musiał już w kołysce pieścić jego niemowlęce marzenia, że do marzeń tych piąstki swe wyciągał po każdem przebudzeniu pierwej, niż do własnej matki, że już się z tą myślą urodził...
Tak sądził w chwilach rozczulenia, gdy ''gaża'' się rozeszła, a do nowego ''pierwszego'' brakowało jeszcze dni kilkunastu.
Przeważnie jednak, zarówno na scenie, jak w życiu, nawet i w środku miesiąca, widywano go tylko uśmiechniętym lub do śmiechu pobudzającym innych.
Jako towarzysz w wesołej kompanii, nie miał sobie równych.
Młodzież modnego świata lubiła go powszechnie za jego żarty, które dotykały zwykle nieobecnych (w braku takich, żartował z siebie samego) za jego koncepta, z których niepodobna było się nie śmiać, za jego wesołość czasami nawet nieszczerą, zgryźliwą i wymuszoną, ale zawsze zabawną...
Istotnie, nigdy może natura nie stworzyła twarzy właściwszej do piastowania dobrego humoru. Była to twarz blada, smukła, o oczach jasnoniebieskich, mgławych, z nosem niebrzydkim, nawet klasycznym, ale cokolwiek ku lewemu policzkowi nachylonym, w skutek czego, rzekłbyś, dawała nieustający przytułek sarkazmowi. Z tym ostatnim zaś, jako widocznie tylko wynikiem skrzywionego nosa, sprzeczał się ciągle ogólny wyraz tego oblicza, łagodny, dobrotliwy, pełen jakiegoś smutnego doświadczenia i płynącej zeń wyrozumiałości. Sam zresztą korpus, na którym twarz ta, o dwóch, jak moneta stronach, była osadzona, korpus długi a ciężki i leniwy, dopełniał tylko komicznego wyglądu tej całej figury człowieczej.
Co prawda, staranna charakteryzacya sceniczna robiła czasem z tej twarzy i postaci coś niekoniecznie śmiesznego, a wąs naklejony łagodził prawie zupełnie śmieszną pochyłość przyrządu powonienia. Ale działo się to tylko wysiłkiem, z potrzeby.
Określali to najlepiej sami koledzy, pytając go wówczas w żartach:
— Cóż ty walisz dziś Romea?
Odcinał się wówczas, ale go to gryzło.
Ba! Przecie niegdyś grywał role bohaterskie i do łez pobudzał


1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 Nastepna>>